Poznanie równoległej warstwy mieszkańców Santiago de Chile – bezdomnych, ulicznych piesków, jest jednym z tych doświadczeń, które zmieniają perspektywę. Elementem pozbywania się europocentrycznego punktu widzenia, ponieważ na naszym kontynencie początkowym bezdomny pies, szwendający się po ulicach jest zazwyczaj groźny, głodny i wprawia w zakłopotanie przechodniów. Bo jak nie ma widocznego w zasięgu wzroku właściciela – to pewnie agresja, wścieklizna i dzwoń po hycla.

Piesek z Santiago

Tymczasem w stolicy Chile pieski są wszechobecne, w szczególności pod sklepami, w miejscach, gdzie sprzedawane jest uliczne jedzenie, pilnują wejść do knajpek różnego rodzaju. To, że są agresywne to ostatnia rzecz, jaką można o nich powiedzieć. Zazwyczaj polegują na trawnikach, przysypiają na słońcu, mijane codziennie przez tysiące ludzi, np. wchodzących i wychodzących ze stacji metra.

Piesek z Santiago

Wersji tego, jakim sposobem kiltros – czyli uliczne pieski, określane tak słowem z języka mapudungun, są tak wszechobecne, słyszeliśmy co najmniej dwie. Lepiej zapamiętałem tę, która opisuje, jak niegdyś w Santiago złożonym z kilku ulic pieski były naturalnymi kompanami człowieka, jak we wszystkich osadach ludzkich. Gdy miasto gwałtownie się rozrosło, kiltros po prostu zostały, przystosowały się do ulicy i gwaru, a niezwalczane i niesterylizowane – rozmnażały się naturalnie. Zyskały też swoje miejsce w kulturze, wszyscy chilijczycy, których spotkaliśmy, z życzliwością odnosili się do zwierząt domowych.

Choć w sumie trudno stwierdzić, że pieski żyjące na ulicach Santiago mają domy. Nie są to konkretne domy, nie zajmują się nimi konkretni ludzie ale raczej należy stwierdzić, że cała społeczność się nimi zajmuje, jak jeden wielki człowiek jednym wielkim pieskiem.

Gdy zwierzę udomowione przez człowieka pozostaje bez domu – wtedy źle to świadczy o kondycji ludzkiej cywilizacji. Na szczęście tak w tym przypadku nie jest.

Piesek z Santiago

Nie można stwierdzić też, że wyglądają na niedożywione. Na terenie miasta działają fundacje, które stawiają im budy, w zimie odziewają w sweterki lub ciepłe, pomarańczowe kamizelki. Pieski w Santiago nauczyły się żyć zgodnie z zasadami miasta – to nic dziwnego, że czekają na zielone światło na przejściu dla pieszych lub jeżdżą autobusem. Nie zauważyłem do tej pory w Santiago psa potrąconego przez samochód, a nawet trzeba przyznać, że nie ma na ulicach problemów z odchodami zwierzęcymi.

Jedyne dziwne zachowanie, które zaobserwowałem, to że kiltros nie przepadają za taksówkami (charakterystyczne czarne samochody z żółtym dachem) i czasami biegną za takim pojazdem, przepędzając go szczekaniem. Może kiedyś uda się nam zrozumieć przyczynę tego zjawiska.

Polecamy profil na Instagramie: Canis Chilensis

One thought on “Santiago: Kiltros – inni miastowi”

  1. może pamiętaja jakiegoś turystę, ktorego zachowanie odbiegło od standardów, do których przywykły?
    I stad te taksówki:)?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *